Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Art Deco’

swego nie znacie! Święta to czas prezentów, ale i przyjmowania gości. Często godzinami rozmyślamy co kupić, żeby efekt był oszałamiajacy. Tymczasem… najbardziej efektowna jest zawsze klasyka. My absolutnie stawiamy na niezawodny duet: porcelanę z rodzimego Ćmielowa [tylko 10 km od Ostrowca!!!] i klasyczne, przepięknej urody krośnieńskie wyroby ze szkła. Wystarczy jeden rzut oka, żeby tę wyjątkowość docenić.
Są doskonałe zarówno jako ozdoba świątecznego stołu, jak i na prezent dla konesera. Przecież dobrych filiżanek, karafek i kieliszków nigdy za wiele! Nas szczególnie zachwyciła najnowsza kolekcja Avantgarde. Czuć w niej echa polskiego Art Deco.

s7621421921

Reklamy

Read Full Post »

1696837_wino3

Wczoraj do ART DECO / Bistro Bar dotarły nowe zapasy wina.
Przez całą zimę możecie smakować zarówno
swoich ulubionych gatunków, jak i winnych nowości.

A tymczasem, postanowiliśmy zaczerpnąć z internetu trochę najświeższych wieści ze świata wina. Szczególnie przypadła nam do gustu strona http://www.vinisfera.pl i artykuł na temat szans na produkcje polskiego wina. No i ta galeria z Chile! Albo Boskie Buenos… Marzenie… Żeby się można teleportować…
A tymczasem kilka słów o zasadach podawania win zwłaszcza, że święta za pasem i wielu z nas ma dylemat w jakim szkle serwować konkretny rodzaj wina. Ten temat wyczerpująco traktuje portal www.vip.xyx.pl.

Read Full Post »

Koniec kwietnia 2008. Wszystko zapięte na ostatni guzik. „Wywalczone” parasole i stoliki pięknie witają gości przed wejściem, bo wiosna w pełni. Cieplutko i słonecznie… Po prostu pięknie i chce się żyć! Wymarzona Electra, pod pełną parą, gotowa na kawowe wyzwania. My też. Siedzimy na ogródku pełni nadziei i obaw. I patrzymy na siebie sącząc na zmianę espresso, soki, piwo i wodę. I z nowu piwo, espresso, wodę, soki. Z głośników cichutko sączy się muzyka. Spokojna, nastrojowa. Dokładnie taka, o wybór której jeszcze niedawno toczyliśmy te swoje nieistotne w tym momencie bitwy. Upływający wolno, stanowczo zbyt wolno czas, zagryzamy raz po raz misternie ozdobioną gałązkami świeżych ziół domową szarlotką.

Czekamy. 

Oczekiwanie i obserwacje okolicy są treścią całego pierwszego tygodnia. Dla dodania rezonu żartujemy między sobą, że jak bistro nie wypali to zarobimy majątek na socjologicznej publikacji o ludzkich reakcjach. Do ART DECO raz po raz, zaglądają bowiem nowe, zaciekawione twarze. Jednak najczęściej na zaglądaniu się kończy bo tylko nieliczni dają się namówić na kawę czy herbatę.

Najodważniejsi okazują się w końcu barwni przedstawiciele lokalnej bohemy, kórzy pod różnymi pretekstami zagadują z nami i ciekawie rozgladają się po ścianach. I właśnie z  nimi jest związany najlepszy komplement jaki usłyszeliśmy na początku istnienia naszego bistro.

Pewnego popołudnia nasz lokal odziedził mocno zmęczony życiem, jeden z okolicznych niebieskich ptaków. Wszedł, rozejrzal się by po chwili, z nieukrywanym zachwytem powiedzieć: „K…a. Tutaj jest tak pięknie, że nie wypada mówić k…a” 😉

Read Full Post »

Od początku wiedzielismy że w bistro musi być kawa. Kawa jak poemat. Gęste, esencjonalne prawdziwe włoskie espresso.

Do tego celu niezwłocznie należało zaopatrzyć się w: po 1. dobrą kawę w ziarnach, po 2. profesjnonalny ekspres do jej parzenia, a jak się później okazało – dla mnie również do patrzenia ;).
W związku z nowymi wyzwaniami do akcji wkroczył Rafał, który jak zwykle do tematu podszedł metodycznie. Zapuścił siec w sieć i przez kilka tygodni, równolegle z trwającym 200km od naszego domu remontem lokalu, czytał o kawie i o wszyskim co się z nią wiąże. Spotykaliśmy się również z przedstawicielami handlowymi różnych „kawowych” firm, którzy sięgając po wszelkie znane im metody oddziaływania przekonywali nas, że napar X z ekspresu Y jest the best of…
I jak zwykle w takich sytuacjach, tak i tym razem nadmiar informacji dał skutek odwrotny. Wybór stawał sie operacją coraz bardziej skomplikowaną, żeby nie powiedzieć że wręcz niemożliwą.

Pewnego, marcowego bodajże popołudnia, Rafał zadzwonił do mnie z informacją, że ma na oku firmę Vergnano, która wydaje się być ok. Na miejscu byliśmy tuż przed 18-stą co mocno zdziwiło sympatycznego Jegomościa w okularach. Najwyraźniej już gotowego do wyjścia. Po krótkim wstępie zaproponował nam oczywiście espresso, w jego przypadku chyba już ósme w tym dniu. I wtedy stało się! Moje oczy spoczęły na jej doskonałych opływowych kształtach. Kto zaprzeczy, że lata 20-ste i 30-ste oraz pobrzmiewające jeszcze w powojennych dekadach ich echa nie były wspaniałe?! Kiedy kobiety wygladały bardziej kobieco niż właśnie wtedy?! 

To była miłośc od pierszego wejrzenia. Oczyma wyobraźni widziałam jak pięknie prezentuje się na barze, jak swoją doskonałą formą dopełnia wnętrze, jak jest niczym bezbłędnie dobrany do wieczorowej sukni klejnot. I spełniły się słowa Grassa, że „Miłość nie zna pór dnia, a nadzieja nie ma końca, a wiara nie zna granic, tylko wiedza i niewiedza skrępowane są czasem i granicami”.

„Mała czarna” jak zwykle niezawodnie wykreowała dobrą atmosferę aby niewiedzę zamienić w wiedzę! Pośpieszna z początku wymiana zdań ze wspomnianym Jegomościem [jak się okazało właścicielem firmy a prywatnie mistrzem brydża sportowego] zamieniła się w dwugodzinną spontaniczną dyskusję o problemach dnia codziennego i pasji która sprawia, że łatwiej walczyć z przeciwnościami losu.

I tak oto w  marcowe późne popołudnie Electra zelektryzowała nas skutecznie i skutecznie uwodzi nas po dziś dzień. Z ziarnem Vergano tworzą dobrany duet. Ale rodzinę ART DECO Bistro/Bar tworzą też inne smaki i aromaty. Wszystkie obowiązkowo z „dobrych domów”.

Smacznego!

Read Full Post »

Witamy ciepło;-) To my – Justyna & Rafał. Dwójka pasjonatów-szperaczy uzależnionych od sobotnio-niedzielnych spacerów na warszawskiem Kole.

Myśl o przeniesieniu choćby namiastki tego klimatu do Ostrowca narodziła się właśnie podczas jednego z takich leniwych dopołudni… To też po części dzięki godzinom rozmów z, już mocno zaprzyjaźnionymi, sprzedawcami. O czym? O wszystkim 😉 O historii przedmiotow, o ludzkich losach, o pogodzie bądż jej braku…

W końcu postanowiliśmy działać. Siedliśmy przy małej czarnej zakrapianej czymś mocniejszym, włączyliśmy cichutko muzę i puściliśmy wodze fantazji… Ale, no właśnie „ale” – brutalna rzeczywistość nasze oderwane od rzeczywistości wizje zweryfikowala jak błyskawica. No bo jak działać bez wymarzonego lokalu, bez nieskrępowanego budżetu, etc.. w dodatku 200 km od miejsca „przeznaczenia”?! [O zawiłych losach związanych z powstawania tego miejsca pisaliśmy na forum Gazety. Ostatecznie po wielomiesięcznych perypetiach,  zacumowaliśmy w Ostrowcu Świętokrzyskim, przy ul. Jana Pawła II 61e, z maleńkim bistro. Zapraszamy zatem do miejsca, które ze wszech miar chcieliśmy aby było dla Was przyjemnością i odpoczynkiem w tym codziennym zabieganiu…

Read Full Post »