Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘bistro’

Podstawą jest dobry korkociąg i… wprawa! A zatem do dzieła bo trening czyni mistrza!

Najpierw zdejmij folię pod którą ukryty jest korek. Do tego celu użyj specjalnego przecinaka lub zwykłego ostrego noża.
Następnie przetrzyj szyjkę i zacznij wbijać korkociąg w korek. Pamiętaj jednak o tym, żeby spiralę wbić dokładnie prostopadle i centralnie. Korkociągiem kręć dopóki, dopóty spirala nie przebije korka na wylot, następnie oprzyj butelkę o tułów i powoli wyciągaj korkociąg.

Oczywiście zdarzają się awarie i korek na przykład się pokruszy. Wtedy wino rozlewaj cedząc je przez gęste sitko.  Można nabyć specjalną karafkę w komplecie z nim – do kupienia w sieci sklepów Ikea.

54351_pe158521_s3

Zadanie jest znacznie trudniejsze, gdy chcemy otworzyć szampan czy wino musujące. Zamiast huku wybierz metodę delikatną i elegancką, z dyskretnym „pyk”.

Z korka usuń folię i drucianą ochronkę, chwyć korek przez serwetkę, zaś butelkę trzymaj pod kątem tak, aby unikną oblania się. Jeśli korek jest oporny, potrzymaj przez chwile szyjkę butelki pod strumieniem ciepłej wody lub poluzuj go specjalnymi szczypcami.

Reklamy

Read Full Post »

63487835_f97a7bff1e_o

… w pracach Davida Villeca i w obiektywach aparatów, czyli małe co nieco do pooglądania w ramach przerywnika. Bistro musi jednak obrosnąć historią ludzi którzy zatrzymują się w pędzie życia przy kawiarnianym stoliczku… 

 

581367847_3718ea9810
villec_bistro1900
320882432_41f076824a

Read Full Post »

autumn-photography-1Myślę sobie właśnie, że taka jesień nieźle „rozdwaja”. No bo z jednej strony wspomnienie lata z resztkami opalenizny, kolejnym albumem zapełnionym świeżymi fotografiami, a z drugiej – widmo nadciągającej zimy… A w tzw. „międzyczasie”: wiatr, szaruga i deszcz. Br… Dlatego dzisiaj, łapiąc ostatnie promienie jeszcze ciepłego słońca, postanowiłam przeciwdziałać jesiennej depresji. W tym celu przeryłam internet, który podał mi mniej więcej takie porady.

Powinniśmy się ubierać w kolorach jesieni, bo przecież barwy mają kolosalny wpływ na nasze samopoczucie. Niestety nic na temat jak się uszczelnić się przed deszczem i urywającym głowę wiatrem, zwłaszcza, że zalecane są długie spacery po parku. Wędrówki pozytywnie wpływają na kondycję i są antidotum na bezsenność.

Autorzy publikacji piszą też o „smakowaniu jesieni”. Jej korzennych przypraw, często serwowanych w alkoholu w formie popularnych „grzańców”. Słusznie zauważają, że jednak znacznie ważniejsze niż to, co pijemy jest gdzie i z kim. Wszystko najlepiej smakuje z przyjaciółmi, w przytulnym miejscu – choćby w barze z brzęczącą w tle nastrojową muzyką. [Na marginesie: wczoraj był u nas Pan który sprawił nam radość, gdy zobaczyliśmy że czyta przyniesioną z domu książkę ;-)]
Jesień pachnie też „ciepłem”. Nic przecież nie sprawia nam tyle przyjemności jak nagrzany dom, zwłaszcza gdy wracamy trochę zmoknięci. I gorąca herbata z cytryną smakuje wtedy jak nigdy dotąd…
Oczywiście do tego zestawu należy dołączyć pogodę ducha, uśmiech od ucha do ucha, ulubioną muzykę, sporty, ciekawe lektury, itd, itp…
Trochę dużo tego i mamy poważne obawy, że tej jesieni na wszystkie pozycje z powyższej listy zbraknąć nam może czasu i energii. Ale już teraz sięgnę po nowy album Anny Marii Jopek. Szkoda tylko, że nie ma  nas w Ostrowcu. Posiedzielibyśmy sobie w naszym małym lokaliku… W tym samym, gdzie na początku września [kiedy to było???!!!], w menu zamieściliśmy cytat z mojego ulubionego utworu wokalistki…

„Mrok, jak kosmaty pies. Patrz wrzesień już, czas rozpalić piec.
Posmutniało w ogrodzie i nagle postarzało się. Miałeś przecież być?
Autobus twój szedł. Wiem jest już późno.
Wróć w lampy ciepły krąg. Do szafy płaszcz. Jabłkami pachnie dom.
Przemoczony poeto siądź, skończ ten swój niezwykły wiersz.
Pusta kartka i tylko znów ogarek świecy.
Dla ciebie dziś kupiłam ten zielony szal.
Ostatnie jabłka z drzew postrącał wiatr, a miałeś zerwać.
Zbyt mało ciebie mam. Kilka mądrych zdań, to wszystko.”

Read Full Post »

znalazłam na wspaniałych fotografiach Noah Kalina. A oto kilka moich ulubionych…




Read Full Post »

Koniec kwietnia 2008. Wszystko zapięte na ostatni guzik. „Wywalczone” parasole i stoliki pięknie witają gości przed wejściem, bo wiosna w pełni. Cieplutko i słonecznie… Po prostu pięknie i chce się żyć! Wymarzona Electra, pod pełną parą, gotowa na kawowe wyzwania. My też. Siedzimy na ogródku pełni nadziei i obaw. I patrzymy na siebie sącząc na zmianę espresso, soki, piwo i wodę. I z nowu piwo, espresso, wodę, soki. Z głośników cichutko sączy się muzyka. Spokojna, nastrojowa. Dokładnie taka, o wybór której jeszcze niedawno toczyliśmy te swoje nieistotne w tym momencie bitwy. Upływający wolno, stanowczo zbyt wolno czas, zagryzamy raz po raz misternie ozdobioną gałązkami świeżych ziół domową szarlotką.

Czekamy. 

Oczekiwanie i obserwacje okolicy są treścią całego pierwszego tygodnia. Dla dodania rezonu żartujemy między sobą, że jak bistro nie wypali to zarobimy majątek na socjologicznej publikacji o ludzkich reakcjach. Do ART DECO raz po raz, zaglądają bowiem nowe, zaciekawione twarze. Jednak najczęściej na zaglądaniu się kończy bo tylko nieliczni dają się namówić na kawę czy herbatę.

Najodważniejsi okazują się w końcu barwni przedstawiciele lokalnej bohemy, kórzy pod różnymi pretekstami zagadują z nami i ciekawie rozgladają się po ścianach. I właśnie z  nimi jest związany najlepszy komplement jaki usłyszeliśmy na początku istnienia naszego bistro.

Pewnego popołudnia nasz lokal odziedził mocno zmęczony życiem, jeden z okolicznych niebieskich ptaków. Wszedł, rozejrzal się by po chwili, z nieukrywanym zachwytem powiedzieć: „K…a. Tutaj jest tak pięknie, że nie wypada mówić k…a” 😉

Read Full Post »

Od początku wiedzielismy że w bistro musi być kawa. Kawa jak poemat. Gęste, esencjonalne prawdziwe włoskie espresso.

Do tego celu niezwłocznie należało zaopatrzyć się w: po 1. dobrą kawę w ziarnach, po 2. profesjnonalny ekspres do jej parzenia, a jak się później okazało – dla mnie również do patrzenia ;).
W związku z nowymi wyzwaniami do akcji wkroczył Rafał, który jak zwykle do tematu podszedł metodycznie. Zapuścił siec w sieć i przez kilka tygodni, równolegle z trwającym 200km od naszego domu remontem lokalu, czytał o kawie i o wszyskim co się z nią wiąże. Spotykaliśmy się również z przedstawicielami handlowymi różnych „kawowych” firm, którzy sięgając po wszelkie znane im metody oddziaływania przekonywali nas, że napar X z ekspresu Y jest the best of…
I jak zwykle w takich sytuacjach, tak i tym razem nadmiar informacji dał skutek odwrotny. Wybór stawał sie operacją coraz bardziej skomplikowaną, żeby nie powiedzieć że wręcz niemożliwą.

Pewnego, marcowego bodajże popołudnia, Rafał zadzwonił do mnie z informacją, że ma na oku firmę Vergnano, która wydaje się być ok. Na miejscu byliśmy tuż przed 18-stą co mocno zdziwiło sympatycznego Jegomościa w okularach. Najwyraźniej już gotowego do wyjścia. Po krótkim wstępie zaproponował nam oczywiście espresso, w jego przypadku chyba już ósme w tym dniu. I wtedy stało się! Moje oczy spoczęły na jej doskonałych opływowych kształtach. Kto zaprzeczy, że lata 20-ste i 30-ste oraz pobrzmiewające jeszcze w powojennych dekadach ich echa nie były wspaniałe?! Kiedy kobiety wygladały bardziej kobieco niż właśnie wtedy?! 

To była miłośc od pierszego wejrzenia. Oczyma wyobraźni widziałam jak pięknie prezentuje się na barze, jak swoją doskonałą formą dopełnia wnętrze, jak jest niczym bezbłędnie dobrany do wieczorowej sukni klejnot. I spełniły się słowa Grassa, że „Miłość nie zna pór dnia, a nadzieja nie ma końca, a wiara nie zna granic, tylko wiedza i niewiedza skrępowane są czasem i granicami”.

„Mała czarna” jak zwykle niezawodnie wykreowała dobrą atmosferę aby niewiedzę zamienić w wiedzę! Pośpieszna z początku wymiana zdań ze wspomnianym Jegomościem [jak się okazało właścicielem firmy a prywatnie mistrzem brydża sportowego] zamieniła się w dwugodzinną spontaniczną dyskusję o problemach dnia codziennego i pasji która sprawia, że łatwiej walczyć z przeciwnościami losu.

I tak oto w  marcowe późne popołudnie Electra zelektryzowała nas skutecznie i skutecznie uwodzi nas po dziś dzień. Z ziarnem Vergano tworzą dobrany duet. Ale rodzinę ART DECO Bistro/Bar tworzą też inne smaki i aromaty. Wszystkie obowiązkowo z „dobrych domów”.

Smacznego!

Read Full Post »

Witamy ciepło;-) To my – Justyna & Rafał. Dwójka pasjonatów-szperaczy uzależnionych od sobotnio-niedzielnych spacerów na warszawskiem Kole.

Myśl o przeniesieniu choćby namiastki tego klimatu do Ostrowca narodziła się właśnie podczas jednego z takich leniwych dopołudni… To też po części dzięki godzinom rozmów z, już mocno zaprzyjaźnionymi, sprzedawcami. O czym? O wszystkim 😉 O historii przedmiotow, o ludzkich losach, o pogodzie bądż jej braku…

W końcu postanowiliśmy działać. Siedliśmy przy małej czarnej zakrapianej czymś mocniejszym, włączyliśmy cichutko muzę i puściliśmy wodze fantazji… Ale, no właśnie „ale” – brutalna rzeczywistość nasze oderwane od rzeczywistości wizje zweryfikowala jak błyskawica. No bo jak działać bez wymarzonego lokalu, bez nieskrępowanego budżetu, etc.. w dodatku 200 km od miejsca „przeznaczenia”?! [O zawiłych losach związanych z powstawania tego miejsca pisaliśmy na forum Gazety. Ostatecznie po wielomiesięcznych perypetiach,  zacumowaliśmy w Ostrowcu Świętokrzyskim, przy ul. Jana Pawła II 61e, z maleńkim bistro. Zapraszamy zatem do miejsca, które ze wszech miar chcieliśmy aby było dla Was przyjemnością i odpoczynkiem w tym codziennym zabieganiu…

Read Full Post »